19 października 2013

Czy im droższy kosmetyk tym lepszy? Logo marki a jakość.


Zdjęcia są własnością firm kosmetycznych, pochodzą z internetu.


Do napisania dzisiejszego posta skłoniły mnie min. moje klientki na lekcjach makijażu i podczas zakupów.
Ponieważ bardzo często słyszę pytanie czy np. Dior jest taki genialny bo jest tak znany i tyle kosztuje i warto go kupić?
Hmmm... :)
Przedstawię Wam mój pogląd oparty na mojej 9 letniej pracy w branży kosmetycznej.
Mam nadzieję, że nikogo nie urażę swoją opinia , jak np. napiszę, że nie lubię danej marki :)
Mi jest zdecydowanie prościej poruszać się w gąszczu kosmetyków bo sama kupiłam ich miliony i przetestowałam na swojej buzi i na klientkach.

Mam jedną zasadę, zanim pomaluję czymś nowym klientkę najpierw testuję to na sobie, nawet jeżeli kupię za ciemny podkład ( a ja jestem bladziochem) to nakładam go wtedy jak zostaję cały dzień w domku.

W perfumeriach mamy kosmetyki massmarketowe - Loreal, Isa Dora, Bourjous... selektywne Dior, Chanel. Guerlain, YSL... a także marki profesjonalne MAC, Bobbi Brown, Smashbox, Make Up For Ever...

Z markami najtańszymi drogeryjnymi czyli Bell, Pierre Rene, Joko... nie za dużo mogę powiedzieć bo ich po prostu nie używałam.
Mam w swoim kufrze z tańszych marek Inglota, Catrice ale to temat na innego posta.

Swoją pracę makijażową zaczynałam dla Loreala i w moim kufrze przez 5 lat królowała ta marka oraz Maybelline, -bo to jeden koncern.
Kupowałam wtedy również kosmetyki IsaDory, Bourjous bo bardzo dużo jeżdziłam z pokazami po perfumeriach w całym województwie lubelskim. A jak same wiecie wyjść bez zakupów... ;)
Pracowałam równocześnie w małej perfumerii więc kosmetyki otaczały mnie cały czas.

Potem jak przeniosłam się do Warszawy testowałam również kosmetyki Lancome bo miałam do nich dostęp i zastanawiałam się nad zmianą marki, ale zostałam w L'orealu.

Pamiętam że moje pierwsze kosmetyki które sobie kupiłam kiedy byłam w szkole średniej był to podkład z L'oreala rozświetlający Translucide i cienie poczwórne IsaDora. Wydałam wtedy ok.150,00 gdzie dla 16 latki był to majątek a było to ponad 15 lat temu :)

Potem zaczęłam pracować dla marki Nouba. Miałam również pod sobą marki Deborah, BeYu.
Pracowałam wtedy we wszystkich warszawskich Douglasach, dzięki którym miałam dostęp do wszystkich marek.
W moim kufrze pojawiły się kosmetyki marek dla których pracowałam oraz weszłam wtedy również w marki selektywne.

Na początku pamiętam miałam świra na punkcie Chanel(przetestowałam chyba wszystko). Potem była miłość do Guerlain.
Z racji tego iż byłam codziennie w pracy mogłam się wymalowywać po łokcie wszystkim i testować.
Mój kufer zaczął się powiększać.

Wtedy zaczęłam się zastanawiać jak się ma cena do jakości :)
Wiedziałam oczywiście doskonale że my płaciły ułamek za kosmetyk a reszta jest to reklama,opakowanie, pozycja marki, gwiazdy które ją reklamują.
Po przetestowaniu całego mnóstwa kosmetyków zaczęła się tworzyć lista ulubieńców i anty listy.
Czy kupując podkład za 200,00 czy cienie za 239,00 ma to sens?
Niestety nie zawsze.

Ja wychodzę z założenia że są kosmetyki na które warto więcej zainwestować jeżeli oczywiście możemy sobie na to pozwolić ale nie za wszelką cenę.
Pamiętam jak pierwszy raz kupiłam swój selektywny tusz do rzęs Lancome. Wydałam chyba ok.120,00 było to jeszcze w Galerii Centrum.
Jaka była moja radość ale tylko do czasu kiedy się nim pomalowałam i stwierdziłam że tusz Loreala jest lepszy i kosztuje 3 razy mniej.

Jest coś takiego, że firmy sprzedają nam marzenia, odrobinę luksusu.
Bo szybciej kupimy sobie kosmetyk Chanel za 200,00 niż torebkę za 6,000.

Pamiętam jak miałam pokazy makijażu Nouba w jednym z Douglasów. Miałam zapisane klientki selektywne.
Które wydawały dość dużo na kosmetyki. Nie za bardzo znały markę Nouba, pomimo, że była na wyłączność Douglasa.
Pytały się o markę i ile kosztuje. Trochę się dziwiłam na początku, że pytają o cenę skoro na samym poczatku opowiadały jakich to marek nie używają.
Kiedy odpowiedziałam że np. podkład to wydatek 119,00 pomadka 89,00 itd.
Panie stwierdzały że jest za tania no i te czarne zwykłe opakowania są mało luksusowe.
Prosiły mnie po makijażu abym dobrała im podobne kolory z droższych marek.
Myślałam, wtedy że wyjdę z siebie i stanę obok!
Nie pomagały tłumaczenia że w marce profesjonalnej nie płaci się za opakowanie tylko za środek.
Śmiałam się że zakleję napisy to kupią ;)
Ale znalazłam swój sposób, wystarczyło powiedzieć że jest to marka niszowa- unikatowa ;)
Mogłabym tu przytaczać wiele różnych opowieści.

Ale wracając do pytania czy warto wydawać tyle na kosmetyki?

Czym się kierujemy podczas zakupów kosmetyków i skupmy się tylko dzisiaj na kolorówce.
Kiedy wchodzimy do perfumerii pod wpływem impulsu i same nie wiemy czy coś chcemy to według mnie wszystko zależy od konsultantki, jak sprzedaje nam produkt, jak go zaprezentuje,jak pobudzi nasza wyobrażnię i czy stwierdzimy że muszę go mieć bo bez niego nie wyobrażam sobie mojego życia ;)
Kupujemy wtedy impulsywnie, nasze endorfinki szaleją a kiedy wracamy do domu zastanawiamy się czy rzeczywiście był sens wydawać tyle.

Według mnie są produkty na które warto wydać więcej. Jest to podkład, korektor, puder.
Możemy również zainwestować w porządna paletę cieni matowych-satynowych do makijażu dziennego oraz róż.

Ale nigdy bym nie dała np.ponad 100,00 za kredkę do brwi, oczu, konturówkę do ust, lakier do paznokci, błyszczyk-pomadkę(chyba że były to unikatowy kolor)

Wiem, ze panie kupują pomadki, błyszczyki i wydaja na nie po 150,00.
Dlaczego? Bo jest to kosmetyk który najczęściej wyjmują z kosmetyczki aby poprawić usta.
Kupują go nie dla trwałości tylko dla opakowania aby koleżanki mogły zobaczyć, " o ma pomadkę Dior :)"

Ja od ponad 2 lat jestem prawie całkowicie zMACowana :)
Kocham tą markę za wybór kolorów- konsystencje, jakość, trwałość... :)
Zresztą moje klientki jak ją poznają podczas lekcji makijażu to obdarzają takim samym uczuciem.
Mam w swoim kufrze również trochę innych kosmetyków.

Z marek selektywnych wybieram Chanel, Guerlain, Yves Saint Laurent, Givenchy, Helena Rubinstein.
Mam swoje sprawdzone i ulubione produkty do których zawsze wracam.
Cenię te marki za jakość.
Nie powiem, że te marki mają wszystko super, bo zdarzają się troszkę gorsze produkty ale na cała szafę jest ich na szczęście tylko kilka.

Czasami jak wydaję ponad 200,00 na poczwórne cienie Chanel które mają 1,2 g!!! To się zastanawiam czy warto i po co je kupuję, skoro 1 cień MAC(który jest świetnej jakości i mam ich bardzo, bardzo dużo) ma 1,5g i kosztuje 53,00
Czyli w MAC za 4 cienie zapłacę tyle samo tylko będę miała ich aż 6 g a w Chanel 1,2g.

Jest to chyba ta magia marki:)
Ale na usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że mój ukochany puder z Chanel ma aż 30g!!! i kosztuje 200,00.
Gdzie inne firmy selektywne w tej cenie dają nam maks 10g.

Są tez marki których niestety nie darzę miłością
Na pierwszym miejscu plasuje się... Dior.
Żeby nie być gołosłownym i powiedzieć nie lubię bo nie lubię, podeprę to argumentami.
Nie wątpię że Dior tez ma czar tak jak Chanel i poniekąd kupujemy marzenia.
Ale ja obok tych marzeń chciałabym aby produkt był dobry jakościowo.

Z Diora miałam podkłady, puder sypki, korektor, róż,bronzer, pomadki,błyszczyki i oczywiście cienie.
Niestety używałam trochę i szły te kosmetyki w świat.
Dla mnie cena nie jest adekwatna do jakości.
Gdyby ktoś pozaklejał logo firmy to postawiłabym te kosmetyki na półce massmarketowej obok Loreala.
Dla mnie Dior ma tandetne wykończenie. Zero klasy i elegancji.
Pamiętam jak dziewczyny w perfumerii żartowały sobie że Diora kupują bogate Rosjanki które lubią blichtr i tandetę.
W swoim kufrze z Diora mam cienie i nie pytajcie mnie dlaczego.
Może dlatego że jestem cieniomaniaczką ;)

Pudełka tych cieni maja jakąś magiczną moc lub magnes że przyciągają wzrok.
Tylko po zakupie przeważnie u mnie leżą lub używam ich od czasu do czasu do makijażu wieczorowego, kiedy chcę aby był blask tzn.perlistość.
Klientki na lekcjach są zszokowane, że mówię że te cienie nie nadają się do dziennego makijażu.
Wtedy pada zdanie"Ale przecież to Dior"
No właśnie :(
W ramach uratowania palety proszę do dokupienie matowych, satynowych cieni aby klientka mogła cieni z Diora rówież użyć, do rozświetlenia wew,kącika oka :)

Pamiętam jak pracowałam na Douglasach, poznałam wtedy Krzysia , który wielką miłością darzył Diora. Chciał strasznie dla nich pracować i długa o to się starał aż mu się udało.
Drugą osobą która kocha Diora jest Aga. Można powiedzieć, że Dior to całe jej życie :)
Kiedy czasami ich widzę w perfumerii z jaką pasją opowiadają i sprzedają te kosmetyki, uśmiecham się od ucha do ucha i zastanawiam się czy firma zdaje sobie sprawę jakie skarby mają :)

Kolejnymi dwoma markami których nie lubię jest Lancome i Clinique.
Nie rozumiem skąd w Polsce taki szał na Clinique skoro w Stanach jest to pólka massmarketowa a u nas selektywna.
Dla mnie te kosmetyki nie mają nic wspólnego z naturą, delikatnością. Wystarczy poczytać ich składy ;)
To, że się u nas sprzedają to zasługa reklamy,giftów i konsultantów w białych fartuchach :)

Lancome to dla mnie po prostu L'oreal, tylko droższy.
Pamiętam jak pracowałam dla L'oreala, byłam w perfumerii Marionnaud. Pokazuję klientce błyszczyk Glam Shine który zmienił aplikator na serduszkowy z dziurką. A Pani zbulwersowana mówi, jak firma może naśladować i kopiować Lancome ?!
Hmmm... tylko niestety jest na odwrót. Bo najpierw ten aplikator został wypuszczony w Lorealu tak jak i sporo innych kosmetyków.
Najpierw jest coś w massmarkecie a potem jak się sprzeda to idzie do marki selektywnej i płacimy 2-3 razy drożej.

Podsumowując mój wywód :)Choć mogłabym pisać i pisać :)

Mam nadzieję, że nikt nie poczuł się dotknięty moją opinią. Są to tylko moje wnioski które wyraziłam i starałam się poprzeć argumentami.

Jeżeli jest nas stać możemy wydawać mnóstwo pieniędzy na marki selektywne.

Jeżeli kupujemy z gową to kupimy jedne rzeczy droższe a np.kredki, błyszczyki ect.z półki massmarketowej.

Jeżeli mamy skromniejszy budżet ale chce coś z selektywu to wybierzmy coś co nosimy cały dzień na buziaku na dużej płaszczyznie np.podkład, puder.

Jeżeli nas nie stać, kupujmy kosmetyki massmarketowe np. L'oreal one naprawdę są bardzo dobre.


Zapraszam do dyskusji pod postem, chętnie poznam Wasze zdanie :)
Na jaki kosmetyk jesteście w stanie wydać wszystkie swoje pieniądze :)

29 komentarzy:

  1. Hmm, mam swoje ulubione marki wśród selektywnych. Lubię Helenkę, YSL, Chanel, Guerlaina i Clarins. Z Mac nie miałam jeszcze do czynienia, bo nie mam dostępu do tych kosmetyków. Będę za miesiąc we Wrocławiu i chcę wtedy kupić pomadkę i cienie. Niestety kolorówka ani Lancome ani Loreal mi nie podchodzi. Po tuszach Loreal'a płaczę a cienie Lancome mnie uczulają. Każdy ma jakieś ulubione. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zastanów się przed wizytą w MAC jakie wykończenie chciałabyś z pomadek i cieni, bo jest tego sporo. Ja do Loreala nie sięgałam przez kilka lat, kiedy miałam w kufrze tylko selektyw. A od jakiegoś czasu kiedy jestem z klientkami na zakupach wybieram ich kosmetyki jako tańsze alternatywy. Clarinsa bardzo lubię ale bardziej pielęgnację niż kolorówkę.

      Usuń
  2. W pewnym stopniu zgadzam się z Twoim zdaniem, często kusi nas reklama, piękne zdjęcia, cudowne opakowania. Ale ja z własnego doświadczenia mam kilka produktów z droższych marek które się cudownie sprawdziły i nie znalazłam tańszych odpowiedników. A opakowania ... cóż ładne cieszy oko. Bosko byłoby gdyby za ceną zawsze szła jakość prosduktu.

    |Chciałam zapytać profesjonalistkę , który podkład najczęściej stosujesz do cery mieszanej w kierunku tłustej, krycie nie musi być jakieś gigantyczne? Cenę nie bierzemy pod uwagę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja te jestem własnie za tym aby cena szła z jakością. Bo zapłacić za cienie 239,00 a wykończenie mają perłowe bazarowe to lekka przesada. Mam również swoich ulubieńców których nie da się zastąpić tańszymi odpowiednikami. Do takiej skóry daję MAC Pro Longwear lub Matchmaster (który według mnie jest super dla mieszanej skóry) i puder Blot lub biały Mufe. Teraz testuję podkład Bobbi Brown o przedłużonej trwałości ale jeszcze nie jestem w stanie nic o nim powiedzieć.

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za odpowiedź.

      Usuń
  3. zgadzam się z tym co napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dużo ulubionych marek: Sleek, Mac Factor, Astor, Chanel :)

      Usuń
  4. Zaciekawiłaś mnie tym postem, choć na tym czarnym tle ledwo przebrnęłam przez całość a teraz mieni mi się w oczach :D
    Teraz czuję się mocniej uświadomiona...a na Mac kiedyś się zdecyduję na wypróbowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, ciezko sie czyta ze wzgl na kolorystykę lub male literki>

      Usuń
    2. Hihihi uświadomiona i ociemniona ;) Kurczę, u mnie na kompiei na telefonie dobrze się czyta.
      MACa koniecznie trzeba przetestować :)

      Usuń
  5. Bardzo dobry post! Jako wizażystka uważam, że najważniejsze co jest w srodku a nie pudełeczko - chociaż lubie trwałe opakowania.
    Na co jestem w stanie wydac majątek? przede wszystkim pielęgnacja..ale dzis nie o tym;)
    Z kolorówki pierwsze miejsce ma podkład, korektor, szcegolnie pod oczy, puder utrwalający,
    Potem róże, rozswietlacze, pudry do modelowania, brązery itp.

    Jestem na etapie poszukiwania dobrze kryjącego korektora pod oczy, który oczywiscie jest trwały i przede wszytkim nie uwydatnia zmarszczek. Znasz taki kosmetyk?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ciesze się że się podobał :) Czyli stawiamy na takie same kosmetyki.
      Z korektorem pod oczy który kryje jest zawsze ten problem, że po kilku godzinach daje pod okiem jak ja to mówię "+15 lat do przodu"
      Ale sa dwa sposoby. Albo kryjący korektor delikatnie rozprowadzić z kremem pod oczy lub po aplikacji kremu pod oczy przed nałożeniem korektora ściągam nadmiar bibułką matująca. Ja używam pod z kryjących MAC Pro Longwear. Mam tez Make Up For Ever Full cover ale jego nie odważyłam się dać pod oczy. Mam jeszcze żółty korektor z Inglota i nie jest zły.

      Usuń
    2. Dziękuję !

      PS Zapomnialam jak nazywa się Twoj blog ...i w nadziei, że odpowiedziałaś przeszperałam blogspota na wskroś heheh.

      Pozdrawiam

      Usuń
  6. dobry post. Dla mnie też liczy się trwałość i jakość a nie cena... Nie mam nic przeciwko tańszym kosmetykom jeśli są dobrej jakości to samo tyczy się droższych marek, wolę wydać trochę więcej i mieć pewność że np podkład pod koniec dnia będzie dalej na twarzy klientki... Rozumiem jednak że nie wszyskite panie mają w domu milion cieni i szminek i faktycznie jeśli kupują błyszczyk za 200zl to robią to dlatego że dzięki niemu mają na codzień odrobinę luksusu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) My makeupistki trochę inaczej do tego podchodzimy bo mamy mnóstwo kosmetyków.
      Ale mam takie klientki które maluje tylko półką selektywną bo nic innego nie tolerują, nawet MACa :(((

      Usuń
  7. fajnie, że masz zdrowe podejście do tematu:) ja osobiście bardzo polubiłam kosmetyki firmy nouba (oprócz kredek, które mnie denerwują) ale muszę zaznaczyć, że nabyłam je w baaardzo korzystnej cenie... generalnie te droższe kosmetyki staram się upolować na promocjach i wyprzedażach... na błyszczyk najwięcej wydałam 70 zł i uważam to dzisiaj za przesadę... no ale właśnie...dałam się nabrać na to poczucie luksusu, które nam mają dawać marki luksusowe:)...
    nie wiedziałam, że lancome i loreal to ten sam koncern...bardzo fajny post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się że post się podoba :) Nouba jest fajna szkoda że ją wycofali z Polski.

      Usuń
  8. Ja jestem w stanie sporo zainwestować w taki produkt, który w 100% mi odpowiada i wiem, że mnie nie zawiedzie. Niektórzy często dziwią się, dlaczego kupuję lakiery Essie, które kosztują 35zł za buteleczkę. No cóż. Wolę mieć 1 lakier, który całkowicie mnie satysfakcjonuje i który na pewno zużyję do końca, niż szufladę podobnych odcieni za 5 zł sztuka, z czego 3/4 zgęstnieje przed upływem terminu ważności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jak to jest z tym Essie? Ja mam jeden i masz rację, mam go długo i nie zgęstniał.

      Usuń
  9. ja myślę, że każda firma, czy tańsza czy droższa, ma swoje lepsze i gorsze produkty.. choć oczywiście większe oczekiwania mamy w stosunku do tych droższych.. i większy żal i rozczarowanie gdy jednak jest coś nie tak.. ja stawiam na marki selektywne, bo mi pasują i zwykle nie zawodzą.. do tego jestem snobką i choć na zewnątrz nie obnoszę się tym co mam, to lubię mieć sama dla siebie :)

    a marki moje ulubione, to na pewno MAC, Chanel i Guerlain i tych produktów u mnie najwięcej.. YSL i Estee też oceniam wysoko.. Givenchy w symie nie znam, ale planuję poznać, bo kusi mnie coraz bardziej :) Clinique nie jest zły.. za Lancome też jakoś nie przepadam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię te marki. Akurat przy mojej pracy nauczyłam sie doceniać środek niż opakowanie :)

      Usuń
  10. Po części się zgadzam. Sama kupiłabym kosmetyk tylko dla ładnego opakowania. O ile przyjemniej się go wtedy używa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fajnie mieć kilka sprawdzonych i pięknych kosmetyków. My kobiety jesteśmy sroczkami :)

      Usuń
  11. Pomimo, że notka nie jest nowa to.... chyba zawsze będzie aktualna :) Świetnie przedstawiłaś temat oraz własne stanowisko. Z wieloma punktami się zgodzę, sama lubię poruszać się pomiędzy różnymi półkami, stawiać na jakość. No i nie zawsze cena przekłada się na zadowolenie z zakupu.
    Nie przepadam za kosmetykami Diora, choć mam kilka to... unikam wyciągania ich w towarzystwie, głównie dlatego że opakowania zalatują bazarem i są tandetne. W wielu przypadkach przejechałam się na jakości.....Za to cenię perfumy, choć nie potrafię się pogodzić dlaczego Addict EDP uległ reformulacji... Mogłabym tutaj pisać i pisać :)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony komentarz.
Z miłą chęcią odwiedzę również WAS :)